RSS
wtorek, 06 stycznia 2015
Skłonności Matki Dziecka
Matka Dziecka 1 i 2 skłania się ku powrotowi. Nieśmiało acz coraz częściej. Bo one tak szybko rosną... a Matka tak szybko się starzeje zapominając jeszcze szybciej. 

Howk <3
11:16, justek20
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 listopada 2009
Wiejsko czarodziejsko
Jest noc. Ciemno wszędzie. Głucho wszędzie. Oświetlenie dyskretne, żeby nie powiedzieć żadne. Domownicy śpią snem sprawiedliwych ( i kaszlących ). Matka Dzieci w tej urokliwej scenerii miast spać ... sadzi truskawki. I karczochy. I żytko. Nosz trzeba mieć inteligencję węgorza elektrycznego, żeby tak czas marnotrawić. Gra na facebooku Matkę wciągnęła i rolniczy teraz. Orze, sadzi, zbiera plony. Nawet krowę Matka ma. Jednak prawda, człowiek że wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy. A niby Matka nie ze wsi. Tu się chyba jakieś dalszopokoleniowe cechy uaktywniły w Matki genotypie.

Chociaż niby wieśniara a w te wakacje Matka Dzieci wybitnie nie pokazała się ze swej wiejskiej strony. Będąc na działce, wraz z Julcią zostałyśmy zaproszone do obory na oglądanie cielaczka. Matka rozwija w dzieciach ciekawość świata więc przyklask pełen i let's go. Tylko, że Matka w japonkach się wybrała. I na tym progu tej obory, w tych japokach, w tym smrodzie, i ten cielak nosz oczywiście taaaam, heeeen, na samym końcu, a przed nim milion krów i cała ta - uwaga, będzie brutalne słowo - zasrana słoma...

- Jula, możemy obejrzeć stąd cielaczka?
- nie moszemy.



L E W I T O W A Ł A M.



howk. :)





23:51, justek20
Link Komentarze (11) »
piątek, 20 listopada 2009
Wierszyk dla tatusia
Starsze Dziecko przechodzi fazę wierszyków. "Mamo, mamo co Ci dam" powtórzony milion razy. Przez pół miliona razy Matka Dzieci wzruszała się do łez prawie. Teraz się wzrusza zwyczajnie. Bez łez.

Za to rozpoczęła się nauka wierszyka dla taty. Matka wybrała radosny i dziecięcy utwór :

Dla tatusia dzięcioł stuka,
ryczy krowa, brzęczy mucha,
osioł skacze aż do nieba,
tatę zawsze kochać trzeba.

Uroczy nieprawdaż?

Za to Matka Matki Dzieci zaproponowała coś o odmiennej nieco stylistyce :

Na podwórzu jest kałuża,
w tej kałuży coś nie nurza,
patrzę kto to? A to tata,
bo to dzisiaj jest wypłata.

No poczucie humoru Matka Dzieci widać, że ma po mamusi. Jako osoba dorosła i (sic!) odpowiedzialna Matka wybrała jednak opcję nr 1. Młoda opanowała w mig wierszyk, ojciec zaliczył wzrusz. No i pięknie.

Utwór nr 2 zaczął jednak żyć własnym życiem. Matka radośnie wyrecytowała go teściowej i Ojcu Dzieci. A dnia następnego Dziecko Starsze... wyrecytowało tatusiowi wierszyk o kałuży.

Matka Dzieci wymiękła :))))




23:45, justek20
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 16 listopada 2009
gołebie jom
- Julcia, co robią gołębie?
- Jom.

Tak więc gołębie "jom" ziarno a Matka Dziecka vol.2 bądź też Matka Dzieci posiada w domu potomstwo szt. 2. Starsze potomstwo jest w poważnym wieku 2,5 lat. Młodsze potomstweko - 6,5 miesiąca.  Jak wynika z przytoczonej statystyki obydwie sztuki poza Matką Dziecka się znajdują. Chociaż czasem Matka z chęcią, któreś by upchnęła z powrotem w ciasnym, ciemny miejscu skąd nie słychać " a ciemu???".

Ogólnie progeniturka wybitnie udana. Zuzia  jest śliczna, cudna i ma niebieskie oczy! Nie wiadomo po kim bo nawet listonosz u nas nie ma takich... jest najbardziej uśmiechniętym dzieckiem świata. Szczerzy dziąsła nawet kiedy śpiąc przekręca się na drugi boczek. Jest wyluzowana, zabawna i sama sobię włącza pozytywkę jak chce zasnąć. Matka czeka niecierpliwie tej chwili kiedy sama się będzie przewijała. Wiadomo, drugie dziecko nie ma letko w życiu :)))

Julcia dalej tak samo piękna, mądra i bla, bla, bla. No ale serio, Matka Dzieci widzi w niej geniusza. Taka scenka z życia naszej nudnawej rodziny :

Potomstewka siedzą/leżą ( w zależności od tego co kto umie ) na dywanie. Matka przynosi zabawkę, która chodzi po podłodze ( i oczywiście gra, KAŻDA ukochana zabawka dzieci MUSI wyć ). Zabawka ku uciesze Matki ani drgnie, ani piśnie. No ale Starsza Córka dręczy "dziaua, dziaua, napraf jak tatuś". Matka dostaje się do baterii i zonk... nie może ich wyciągnąć. Zaczyna rozglądać się za czymś szpicastym, żeby tak podważyć i myk, wyciągnąć. I patrzy, patrzy na ten bajzel dookoła a Julka co? Pędzelek, PĘDZELEK Matce podaje. Długi, szpiczasty pędzelek idealny żeby zabawce pogmerać w bebeszkach. Nic jej Matka nie powiedziała, nic. Dwuipółlatka sama oceniła technicznie sytuację i podała odpowiednie narzędzie. Geniusz. Zbuduje nam kiedyś coś czego my stare pryki nie będziemy umieli obsługiwać.


tyle na dziś. Howk :)

i fotki będą na dowód, że są i że są CUDNE.

20:10, justek20
Link Komentarze (11) »
niedziela, 03 maja 2009
wpis przedporodowy
nie to żeby Matka Dziecka powracała... darujmy sobie te obietnice bez pokrycia... ot Matka przyszła się pochwalić, że oto dobrnęła do końca ciąży nr 2. Prawie, prawie...

Z okazji planowanego cięcia cesarskiego Matka Dziecka jest w gronie szczęściar znających dokładnie datę. Nowy Człowiek uroczyście i z honorami zostanie przywitany przez Matkę oraz Ojca Dziecka już wkrótce bo POJUTRZE : 05/05/2009. Nowy Człowiek podobno jest dziewczynką i będzie nosić imię Zuzia.


Domowo sytuacja wygląda następująco : torby spakowane, kwiatki podlane, kwatery zarezerwowane ( dla Matki w szpitalu, dla Pierworodnej u babci) , dokumenty przygotowane ... żeby nie fakt, że Matka z nerwów hiperwentylacji dostaje toby była sielanka normalnie. Bo statystycznie to Matce wychodzi, że dziś jest najgorsza noc ciąży. Do tej pory ryzyko, że Matka a. zacznie rodzić wcześniej , b. zacznie rodzić wcześniej, c. zacznie rodzić wcześniej rozkładało się na ilość dni pozostałą do porodu. Teraz ryzyko, że cała akcja nie pójdzie zgodnie z zaplanowanym harmonogramem jest mocno skomasowane.

Straszne, straszne... i odwrotu nie ma... i ratunku znikąd... chlip chlip...

W dodatku Matka będzie całe 4 dni bez Dziecka nr 1. Smutność. A potem w nagrodę za czterodniową rozłąkę Matka przywiezie Julce do domu Nowego Człowieka zapewne wielce absorbującego Matki uwagę. Co to będzie? Co to będzie???? Julkowo : no cudna jest. I sprytna wielce ( zupełnie nie po Matce Dziecka ). I piękna ( też nie po Matce ). I całuśno-przytulna ( a to akurat po mamusi ma :) ). Same ochy i achy a z wad to histeryczka ( po mamusi, ale w sumie lepiej, że to odziedziczyła a nie Matczyny nos ).

A teraz znik... Matka dostojnie odkołysze się teraz w kierunku sypialni spędzić ostatnią noc w konfiguracji 2+1.


1. Ćwiczenia z obsługi noworodka




2. modelka ( Matka Dziecka pragnie dodać, że Dziecko samo sobie pozakładało dodatki )





3. zajęcia kreatywne ( Młoda obwieszona koralami jak zawsze :) )



22:21, justek20
Link Komentarze (22) »
wtorek, 23 września 2008
to też dzieje się naprawdę
Co wejście na bloga to njus stulecia.

Dzisiejszy jest taki, że matka dziecka jest ponownie w ciąży.

Od niedawna. Sprawca ten sam. Termin wykonania podobny. Jaki z tego wniosek? W przyszłości mniej hucznie świętować ostatnie dni lata.

To by było na tyle w tonie radosnym.

Na ponuro to:  ciąża jak poprzednia. Zagrożona. Leżąca. Obstawiam, że równie przeryczana, z podobnym baby bluesem na zakończenie będzie. Uroczo, uroczo.

Kurcze .. nie potrafie tak na blogu na poważnie, bez wygłupiania się. Poza blogiem też zresztą nie bardzo mi idzie... jak napisać, że strasznie sie boję? Że umieram co dzień po trochu ze strachu o to dziecko... ze strachu o siebie... że uważam się za idiotkę, która poczynając tego człowieka naraziła go na niebezpieczeństwo ciaży zagrożonej... że nie wyobrażam sobie kolejnych miesięcy przeleżanych w łóżku... że nie wiem jak w tym wszystkich odnajdzie sie Julka... że tym razem to chyba na prawdę zamęczę histeriami męża... nie potrafię znaleźć w tym wszystkim pozotywnych stron.. chociaż jednej rzeczy, ktora jest nieskomplikowana i niesie nadzieję na szczęśliwy koniec...

i w tym wszystkim Marysia.. Moja siostra bliźniaczka w wersji bardzo ulepszonej, której przypadki są zapowiedzią tego co u mnie zdarzyć się może... dobra, kochana Marysia.  Dlaczego jej takie coś? Dlaczego w ogole takie rzeczy sie dzieją? Dlaczego egoistycznie myślę o sobie, że teraz moja kolej?



w dodatku w stanie brzemiennym prozac zakazany... no teraz to zupelnie zawęził mi się horyzont opcji...

wasza rozhisteryzowana matka dzieci


00:04, justek20
Link Komentarze (33) »
środa, 20 sierpnia 2008
Wielki powrót Matki Dziecka
Dzisiejszy njus jest taki : Matka Dziecka powraca.


Matka aż sama porażona jest doniosłością tego wpisu.


No udajmy, że tej przerwy nie było, tak?


Dziś dzień jak niecodzień. Młoda ( na liczniku rok i 2 miesiące - poważny wiek ) chwilowo z matką dziecka w separacji. Dziecię wygrało wycieczkę do babci na działkę i tam pośród pól i kwiecia licznego umila życie mnogo wokół niej zgromadzonej rodzinie. Po ilości mmsów matka dziecka wnosi, że fajno im. Babcia wraz z ciotką robią młodej różne pomysłowe stylizacje : młoda ala wieśniareczka w ubłoconych kaloszkach i powyciąganej koszulce, młoda ala urwis ze startym kolanem i podrapanymi łokciami, młoda naturystka bez pieluchy sikająca na trawnik ( nieelegancko tak o sikaniu nie? i to w powitalnym wpisie... ) Anyway odpoczywamy od siebie. Kto chce może zmienić w zakładach tytuł z matka dziecka na matka wyrodna.

W kwestii formalnej: młoda chodzi, zębów ma 10, ulubiony zwrot "ne ne", umie różne głupie rzeczy jak pokazywać bicepsy i klepać się po pękatym brzuszku po posiłku, całuje każdego kto zrobi dziubek, radośnie obśliniając obiekt uwielbienia, każdorazowe spotkanie z krową kwituje ekstatycznym "muuuuuuuuuu" ( wiejskie dziecko ). Ogólnie genialna po mamusi.

Matka czuje się także w obowiązku poinformować, że narzekania w temacie pracy mgr są już dawno nieaktualne od wczoraj. Teraz to jest dzika panika ( i blogasek jako histeryczna czynność zastępcza ).

Z innych arcyciekawych njusów to matka po zmierzchu intensywnie rozwija się zawodowo. Bardzo to dobrze skuteczny odmamiacz. Nie samą Młodą matka żyje. Aczkolwiek bez młodej aktualnie cierpi katusze... Matka dziecka w wersji pełna profeska Melilla.pl

Poniżej zdjęcie aktualne dość ( stosownie upiększone Photoshopem )




no to tyle by było... rozgrzać klawiaturę matka musi...

howk, całuski, cmokaski i te inne :)


17:30, justek20
Link Komentarze (29) »
piątek, 18 stycznia 2008
Bezczas
Nie mam czasu na seeeeeks a tak bardzo chciałabym mieeeeeeeć!!!

Tak oto, wtórując Peszkównie ( ba! a nawet czasem wokalnie wybijając się przed nią ) matka dziecka podśpiewuje sobie. No bo serio nie ma tego czasu. Gdzieś poszedł czy co. Albo skradł go może kto? Może Julka? Tak... Julka kradziulka.

Z tym czasem to ciekawa sprawa. Jak bardzo można nie mieć czasu? Okazuje się, że niemanie czasu stopniuje się.

być zajętym
być zarobionym
być zawalonym robotą po uszy
nie mieć czasu
nie mieć czasu podrapać się w d....
nie mieć czasu na nic
cierpieć na niedoczas
niedoczas chroniczny i przewlekły
być w przysłowiowej d... ze wszystkim
być w przysłowiowej d... ze wszystkim i cierpieć na nieodczas
być w przysłowiowej d... ze wszystkim i cierpieć na niedoczas nie mając przy tym czasu żeby się w tą d... podrapać
nie mieć czasu na seks ( czyli w sumie znów poniekąd o d... )
dupa dupa dupa ( na wszystkich frontach, z przodu d..., z tyłu d..., wszędzie d..., wszystkie terminy zawalone, znajomości zawalone, wszyscy mają nas w d..., nasz tylni odcinek zyskuje planetarny wymiar - mamy w nim wszystko! )
no i wtedy wyjście jest jedno , usiąść na dupsku i rozkoszować się bezczasem. W bezczasie nie ma czasu. Nie chodzi o niemanie czasu na coś czy na kogoś. W bezczasie nie ma czasu w ogóle! Nirvana taka dla zalatanych. Matka gorąco poleca.

( Bezczas jest pojęciem pokrewnym do bezobowiązku, bezpośpiechu, beztelefonu, bezmężnika, bezdzietnika i innych )

Takie się matce wizjo-dywagacje nad deską do prasowania nasuwają i niezapisane pierzchają. Czasem nawet pierzchają zanim się nasuną. Co w sumie słuszne z ich strony jest. Fabularnie średnio atrakcyjne są.

W dalszej części lepiej nie będzie. Będzie za to wyznanie.

Otóż matka dziecka jest matką wyrodną. I są na to dowody. Specjalne służby medyczne przebadały dziecko i stwierdziły co następuje : chuda. Że matka głodzi niby.Niby bo Jula przy większości dzieci wygląda jak przedszkolak. Ba... Julka nawet przy pewnym przedszkolaku z rodziny wygląda dość imponująco. No a waga pokazuje, że jednak nie. Co ona się nadyma jak purchawka czy co? Ale ok. Matka rozpoczęła akcję "In-door". We własnych 4 ścianach, za drzwiami zamkniętymi, pchamy żarcie w dziecko jak w tucznego indora. Pół kuchni kaszek, mleczek, słoików, soków, chrupków - co sobie indyczka mala zażyczy. Ptaszyna się daje rozpieszczać i korzysta z matczynych wyrzutów sumienia. Matka wie czemu ona tak chuda... ale to w dobrej wierze było Wysoki Sądzie! Jak chciałam żeby ona na piersi ! Jak najdłużej! Bo mleko matki takie zdrowe! I przecież to wyrodne takie dziecku własnemu piersi żałować i mleko w proszku dawać! Proszę Sędziego ja dobrze chciałam!

Ten prymat paśnika nad mlekiem w proszku! Matka dziecka się dała mamowatym pisemkom, forumom oraz pediatrom i karmiła młodą gniewną piersią. Pustą. Bosh... i dziwić się, że się dziecko budziło w nocy. Z głodu się budziło! Wystarczyło kaszkę dać na dobranoc i spokój do rana. Jak matka pomyśli jak się Jula musiała czuć, tu niby kochają, tulą, całuja a jeść nie chcą dać... bosh... no poza kategoriami sytuacja. Ale tak to jest jak zamiast ilorazu ma  się iloczyn inteligencji.


kurtyna oklaski. 
00:49, justek20
Link Komentarze (29) »
wtorek, 15 stycznia 2008
hop hop
Matka dziecka pragnie donieść, iż u nas wszystko w porządku. Wiadomo, złego licho nie bierze.

Matka nie pisała gdyż utknęła w niedoczasie. Bardzo dotkliwym rzec by można niedoczasie. Brak wolnej chwili spowodowany jest sesją. Uroki sesji znamy i kochamy wszyscy. A matka w dodatku kujonem jest ( co niestety nie przekłada się nijak na sukcesy akademickie ) i się uczy starannie. Częstotliwość wpisów zapewne wzrośnie po zakończeniu sesji ( po czym znowu spadnie w sesji poprawkowej :D ). I to matce dziecka czas tak kradnie oraz ... aktywność zawodowa. Otóż pracuje matka trochę, po nocach i w innych chwilach bezdzietnych i praca ta jeszcze nie popłaca za to aj aj, jakże miła matki sercu!

Młoda za to rośnie. Niesamowicie. We wszystkich kierunkach się rozwija chociaż głównie ostatnimi czasy energię swą życiową skupiła na ząbkowaniu. I od wczoraj oficjalnie matka może się pochawlić: młoda posiada pierwszą sztukę uzębienia. Dolna jedynka pięknie stuka o sztućce. Gryzoń mały nie może się nadziwić co to jest to twarde w dziąśle i bada językiem jamę swą ustną.

Tak na szybko njus jeszcze taki jest, że jutro rodzina rusza do dohtora. Młoda będzie badana na okoliczność tego, że zdrowa jest a kaszle i kicha. Matka śmie twierdzić, że chyba taka zdrowa to nie jest, ale co tam matka wie.

Podsumowując : wszystko u nas dobrze a matka przeprasza strasznie za zaniedbanie blogaska. Żegnając się obiecuje także poprawę!

Ahoj.
00:02, justek20
Link Komentarze (5) »
środa, 19 grudnia 2007
Wino, kobiety i śpiew
Dzisiejszy wpis sponsoruje producent wina pt. wino, kobiety i śpiew. W roli wina Wino ( róziowe ) , w roli kobiet matka dziecka i dziecko , śpiew - kolędy. Totalna profanacja. Chyba nie o to chodziło autorowi sloganu. A wszystko to pod czujnym okiem aniołka zatkniętego na czubku choinki. Chyba tylko Azja ( ten od pala ) rozumie czego ten aniołek ma taki wzrok karcący. ( po drugim kieliszku matka stwierdza, że i politowanie się czai aniołkowi na dnie oczek z koralika ).

Tak więc choinka. Matka dziecka jest w trakcie ubierania właśnie. Na chwilusie przedarła się do komputera żeby się podzielić radością. Po drodze ulubiona ozdoba choinkowa wykonała samobójcze wtargnięcie na matczyną trasę wino-klawiatura. Matka dziecka przysięga, znikąd dosłownie się tam pojawiła! Szkoda motylka aczkolwiek bez skrzydełek też mu do twarzy. Będzie wisiał z tyłu. Z resztą bombek samobójców. Na choince z tyłu same unabombery.

Wątki się matce rwą i plączą. Jak światełka. Se przesiedziała 2 godziny na podłodze w otoczeniu kabli i żaróweczek rozplątując to co rok temu nie bacząc na konsekwencje wpizgnęła do pudła. Jula obok zaaferowana nowym meganaszyjnikiem mamusi. Dziecko już widziało korale, cekinki, złoto, srebro i kryształki ale taka błyszcząca to matka jeszcze nie była. Po 2 godzinach tarmoszenia na prawo i lewo matka wykonała ostateczne szarpnięcię i uzyskała kilka osobnych łańcuchów światełek. Sru na choinkę za pomocą męża i ... zonk. Tak szargała, że zszargała dobre imię światełek oraz kabelek. Się zrobiła dziurka i w męża poszłoooooo ileś tam jednostek prądu ( amperów? watów? ). Nie zaświecił ani nie zatańczył. Zniósł to z godnością i powagą co odrobineczkę rozczarowało matkę dziecka.

Po przetestowaniu reszty lampek mężem Jej Maleńkość dostała wreszcie zielone światło na zbliżenie do choinki. Zbadała organoleptycznie bombki, igiełki i reszte fiu bździu uczepionego do choinki. Wyraziła uznanie kilkoma piskami i oddaliła się celem dokonania wieczornym ablucji z tatą swym, u którego pojawił się lekki tik. I matka rozważa: tik jest nerwowy ( wynik 2dniowego Sprzątania Świątecznego ) czy nabyty w skutek podłączenia się do miejskiej sieci elektrycznej?

Może być w sumie nerwowy. Od dwóch dni w domu trwa operacja Sprzątanie Świąteczne. W roli generała dyktatora matka dziecka. Normalnie Pinochet przy matce to płotka. Matka jest metodyczna, bezlitosna i zorientowana na doprowadzenie misji do szczęśliwego końca. Strategiczne zasieki z niepotrzebnych jednak przydasiów poustawiane w newralgicznych punktach mieszkania niedawno zniknęły co wywołało w młodszym szeregowym mężu złudne poczucie luzu. No więc małżoneczek oznajmił dziś matce dziecka, że on nie będzie sprzątał łazienki gdyż NIE LUBI. Noszżesz. Matka zamarła. Odwróciła się. Napięła jak struna i poinformowała niesubordynowanego kochaneczka, że zajęcia ze sprzątania łazienki nie są fakultatywne a obowiązkowe w związku z czym nie ma od nich odwołania. W tej chwili matka dziecka opija się wińskiem a małżonek najszanowniejszy kończy miniremont łazienki. He he. Że niby jak wykończy łazienkę to szorowanie kafelków się przedawni. :)))) O męska naiwności.

Wątek ostatni, ale jakby główny, gdyż znów poniekąd o winie będzie ( no cóż, jak się nie piło ponad rok to pierwsza butelka wina zasługuje na uwiecznienie na blogasku ) : młoda powitała w swojej diecie mleko sztuczne. Matczyny paśnik nie wyrabiał, więc zamiast rwać włosy z natapirowanej głowy, matka zanabyła drogą kupną mleko. Obecnie wieczorny posiłek serwuje tata dziecka prosto z butelki dzięcki czemu matka se pije! Ha ha! A Jula i tak nie zgłasza sprzeciwu. Idealne dziecko nie? Trochę smutno bo jest to przyczynkiem do odstawienia młodej od paśnika w jakiejś niebliskiej, ale dające się określić przyszłości. I Ake w tym kierunku jakieś ruchy czyni. I Batka Matka powoli.... A potem przyjdzie czas na matkę dziecka. No i właśnie żeby matce z żalu serce nię pękło na samo wyobrażenie tej smutnej chwili się pociesza róziowością z butelki.


Cheers :D
21:11, justek20
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9